*Beth*
Czy
mieliście kiedyś tak ,ze wszyscy wokół Ciebie myśleli ,że
twoje życie jest idealne?
Myśleli
,że nie musisz się o nic prosić dwa razy? Dostajesz zawsze to
czego chcesz?
Ja
mam tak codziennie.
Wszyscy
myślą ,że moje życie jest super i ,ze jest ciągnącą się
kolejką wiecznych zwycięstw.
I
tu się mylą.
Moje
życie wcale nie jest takie super. Zacznijmy od tego ,ze nie mam mamy
i taty.
Zginęli
w wypadku samochodowym 3 lata temu. Od tamtej pory mieszkam z
dziadkami.
Do
mojego pokoju zaczęły dobijać się promienie wschodzącego słońca.
Powolnie otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę ,że nie zasłoniłam
rolet. Egh …
Powolnie
podniosłam swoje cztery litery z wygodnego materaca i przeciągnęłam
się. Zegar wskazywał dwadzieścia po piątej. To była idealna pora
do porannych ćwiczeń.
Jestem
osobą które jest wiecznie głodna. Mogłabym jeść i jeść
i nadal będzie mi mało.
Dlatego
właśnie 2 lata temu miałam przez to problem z otyłością ale na
szczęście się za siebie wzięłam. Od tamtej pory regularnie
ćwiczę – rano i wieczorem. Ubrałam na siebie swój strój
do ćwiczeń i gimnastyki.
Zaczęłam
od skrętoskłonów po trzydzieści na każdą stronę,zrobiłam
sto pajacyków,dwadzieścia przysiadów i brzuszków.
Po kilku minutowej rozgrzewce poszłam pobiegać. Lekki 30 minutowy
trucht jest idealny na rozpoczęcie dnia. Kiedy wróciłam
zrzuciłam z siebie przepocone ubranie i ruszyłam pod prysznic.
Umyłam włosy szamponem truskawkowym ,a ciało płynem o tym samym
zapachu.
Otuliłam
się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem. Przetarłam je ręką bo
było całe zaparowane od gorącej wody. Wmasowałam w swoje blond
włosy oliwkę i rozczesałam dokładnie.
Założyłam
na siebie swój szlafrok i przemknęłam szybko z łazienki do
pokoju.
Skierowałam
się do szafy i uszykowałam sobie zestaw na
dzisiaj.
Spojrzałam
na zegar – wskazywał dokładnie siódmą. Czyli mam jeszcze
dwie godziny.
Ubrałam
się w wybrany zestaw i poszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki swoje
ulubione kukurydziane płatki i zalałam ciepłym mlekiem. Wróciłam
do siebie i zabrałam laptop.
Rozsiadłam
się wygodnie przy biurku i zajęłam przeglądaniem stron
internetowych.
Zalogowałam
się na facebook’a , instagrama i twittera. Następnie
przejrzałam tumblr.
Następnie
zalogowałam się do Cybernatural.
Czym
jest Cybernatural?To gra. Po prostu gra. Gra w której tworzysz
siebie i kreujesz sobie idealne życie.Zalogowałam się na swój
profil. Moja postać zmaterializowała się w swoim ‘mieszkaniu’.W
grze nie jestem blondynką. Mam duże zielone oczy i niebieskie
bardzo długie włosy.No i oczywiście mnóstwo tatuaży.
Nie
widząc żadnych nowych wiadomości wylogowałam się. Ponownie
spojrzałam na zegarek – tym razem była siódma
czterdzieści. Czas mijał mi bardzo wolno. Położyłam się na
łóżku i patrzyłam w biały sufit. W mojej głowie zaczęły
kłębić się różne myśli które przerwało
brzęczenie budzika z sypialni dziadków. Dziadek pewnie ma
spotkanie golfistów. Nie wiedząc co ze sobą zrobić wstałam
, zgarnęłam swoją torbę i skierowałam się na dół.
Dziadek stał w kuchni i parzył sobie kawę .
-
Hej dziadku. – musnęłam starca w policzek na powitanie.
-
Dzień dobry kochanie. Mógłbym wiedzieć o której dziś
wstałaś?
-
Po piątej. – odpowiedziałam z uśmiechem szukając w koszu z
owocami jakiegoś jabłka.
-
Nowy rekord widzę. Idziesz już?
-
Tak. Nie mam co robić ,a tak po drodze wstąpię jeszcze do
Starbucks’a po jakąś kawę i rogalika.
-
Dobrze. Uważaj na siebie. Ile masz dzisiaj lekcji? Mógłbym
po Ciebie przyjechać. – dziadek zalał kubek gorącą wodą i
spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
-
Nie ale dziękuję. Po lekcjach idę do galerii z Hope.
-
W porządku rozumiem. Tylko nie wracaj zbyt późno. – dodał
i zanurzył usta w gorącym napoju.
-
Ok. Idę pa! – krzyknęłam i wyszłam na hol. Wzięłam do ręki
swoje buty i usiadłam na jednym schodku. Zaczęłam się z nimi
siłować. Air Force to cudowne buty ale strasznie ciężko się je
ubiera.
Po
kilku minutach udało mi się. Stanęłam przed wielkim lustrem i
wyciągnęłam telefon. Włączyłam aplikacje Snapchat i zrobiłam
sobie zdjęcie. Dodałam napis ‘Gotowa do szkoły J ‘ i
wysłałam kilku osobą. Usłyszałem skrzypienie schodów. To
William mój młodszy brat. Przyrodni brat. Moja mama odeszła
gdy się urodziłam ,a tata znalazł sobie nową partnerkę z
dzieckiem. Jest młodszy ode mnie o 2 lata. Dwunastolatek schodził
leniwie przecierając oczy. Na mój widok na jego twarzy
zagościł delikatny uśmiech.
-
Hej siostra. – powiedział i skierował się od razu do kuchni nie
dając mi szansy odpowiedzi.
Mały
pacan. Oczywiście,że go kochałam. Przed śmiercią rodziców
bardzo mnie wkurzał.
Ale
kiedy zdałam sobie sprawę,że teraz mam tylko jego jakoś
przyzwyczaiłam się do jego obecności.
Wyszłam
z domu trzaskając niechcący drzwiami. Zza otwartego kuchennego okna
usłyszałam wołanie dziadka.
-
BETH!
-
Przepraszam! – odkrzyknęłam i szybko zmyłam się z podwórka.
Spojrzałam
na zegarek który wskazywał dokładnie ósmą. Nie jest
źle. Stoisko Starbucks’a znajdowało się niedaleko mojej szkoły
dlatego zbytnio nie przejmowałam się czasem. Wyciągnęłam z
kieszeni słuchawki i podłączyłam do swojego Samsunga. Włączyłam
pierwszą lepszą piosenkę i
ruszyłam do szkoły. Droga do niej zajmuje mi jakieś piętnaście
minut. Wstąpiłam do mojej ulubionej kawiarni.
Wzięłam
rogalika francuskiego i frappucino karmelowe.
Napój
wypiłam przed wejściem do szkoły,a rogalika spakowałam do torby.
Stanęłam
przed wejściem do szkoły. ‘Zaczynamy piekło’ – pomyślałam
i pchnęłam wielkie szklane drzwi.
Dzień
w szkole minął mi bez zbędnych kłopotów i całkiem szybko.
Po lekcjach czekałam cierpliwie na moją przyjaciółkę. Po
chwili wypatrzyłam w tłumie jej długie ,rude loki. Biegła w moim
kierunku z prędkością światła,mało co nie wywracając się o
rozwiązane sznurówki swoich butów.
Widziałam
ją pierwszy raz w tym dniu. Hope rzuciła się na mnie przez co
prawie wylądowałyśmy w stercie jesiennych liści.
-
Hej kochana.- Cmoknęła mnie w policzek cały czas się
uśmiechając.
-
Hej. Co ci się stało?
-
Dzisiaj mijają dwa miesiące od kiedy chodzę z Kevinem! Pierwszy
października Beth! – przyjaciółka ponownie mnie
przytuliła. Oddałam gest. Cieszyłam się razem z nią bo w sumie
to ja ich zeswatałam.
Podkochiwali
się w sobie dosyć długo. Pasują do siebie nie powiem. Zupełnie
zignorowałam przy tym uczucia mojego braciszka. Młody zakochał się
w Hope i jakoś nie mógł o niej zapomnieć. Chyba nadal nie
może.
-
Dobra,dobra wszystko jasne! Dlaczego nie spędzasz z nim czasu? –
zapytałam zdziwiona. Do tej pory każdą miesięcznice podobnie jak
swój pierwszy tydzień związku spędzali razem.
-
Zachorował. Wolę się do niego nie zbliżać. – powiedziała z
obrzydzeniem na co ja parsknęłam śmiechem. -Co? O co
chodzi?
-
O nic. Idziemy! – odpowiedziałam i chwyciłam Hope pod ramię.Do
galerii dotarłyśmy w niecałe pół godzinki. Zaczęłyśmy
obczajać wszystkie sklepy.
Po
jakiś 2 godzinach ciągłego latania po sklepach zatrzymałyśmy się
na ‘obiad’ w KFC.
Objadałyśmy
się kurczakiem i rozmawiałyśmy o tym co robiłyśmy w weekend. W
końcu dzisiaj poniedziałek. Wybiła osiemnasta. Uznałyśmy ,że to
odpowiednia pora na wracanie do domów.
Rozstałyśmy
się pod centrum handlowym i pożegnałyśmy przytulasem.
Ja
i Hope mieszkamy w dwóch zupełnie różnych dzielnicach
LA.
Ruszyłam
w stronę domu ze słuchawkami w uszach. Po długim spacerku wreszcie
dotarłam.
Ściągnęłam
buty i ruszyłam do siebie. Po drodze zajrzałam do pokoju brata.
Siedział
z kolegami. Uśmiechnęłam się i ruszyłam do swojego królestwa.
Rzuciłam
torbę obok biurka i zajęłam się lekcjami. Na szczęście dzisiaj
nie było dużo zadane.
Po
skończonym zadaniu , spakowałam się na jutrzejszy dzień i
przebrałam w coś wygodniejszego.
Usiadłam
na łóżku i włączyłam Cybernatural. Zmaterializowałam się
w wirtualnym świecie. Zaczęłam biegać po całej ‘krainie’
i szukać jakiegoś zajęcia. Trafiłam do biblioteki. W budynku
świeciło pustkami. Tylko przy jednym stoliku siedziała jakaś
postać. Usiadłam naprzeciw. Dla czystej ciekawości odpowiedzi
i trochę z nudów wysłałam do niej wiadomość.
*Aria*
Czy
czuliście się kiedyś jakby cały świat odwrócił się od
was?
Czy
kiedykolwiek budziliście się ze świadomością że nie jesteście
potrzebni?
Bo
ja tak. Pewnie myślicie,że jestem kolejną nastolatką nie wiedzącą
nic o życiu i planującą w swoich myślach samobójstwo.
Ale
myśląc logicznie,komu chciałoby się żyć na tym chorym świecie
nie mając nikogo? Właśnie.
Codziennie
ta sama rutyna. Szkoła i użeranie się z ludźmi którzy mają
cię za kompletne zero,Cybernatural,sen i od nowa.
Ciągle
i ciągle. Spytacie pewnie co to Cybernatural? Cały mój
świat. Niby to głupie ale ta gra to jedyna dobra rzecz w moim
życiu. To piękne kiedy możesz po prostu wejść do innego wymiaru,
do idealnej krainy w której możesz być kim chcesz i gdzie
chcesz. Wszyscy mówią że życie to najpiękniejszy dar,ale
co w nim jest takiego pięknego? Wredni,wścibscy ludzie którzy
próbują cię zniszczyć na każdym twoim kroku? Ludzie sądzą
że jestem zamknięta w sobie, nie wiem czy to prawda. To tylko
tłumienie w sobie emocji, przynajmniej staram się to tak
usprawiedliwiać. Ale niby dlaczego? Dlaczego nie chcę spojrzeć
prawdzie w oczy?
-Aria!
Mogłabyś łaskawie zejść na dół?-usłyszałam z dołu
poirytowany głos mamy. Niechętnie zerwałam się z łóżka i
pozostając w mojej uroczej piżamce zeszłam na dół.
-Robię
sobie dzisiaj wolne-westchnęłam bez żadnych uczuć otwierając
lodówkę. Wyciągnęłam z niej sok pomarańczowy i powoli
nalałam do szklanki.Nie czekając na odpowiedź ruszyłam z powrotem
do pokoju i usiadłam przy biurku. Przechyliłam lekko głowę i
popatrzyłam na zegarek który wskazywał godzinę szóstą.
Chwyciłam szklankę z sokiem i upiłam trochę jej zawartości.
Sięgnęłam po moją lokówkę i skierowałam się w stronę
toalety. Po drodze zgarnęłam jeszcze ubrania,które
wczoraj wieczorem sobie przygotowałam i czystą bieliznę. Spięłam
włosy w malutki koczek i weszłam pod prysznic. Lekko pisnęłam
kiedy po mojej skórze zaczął spływać zimny strumień.
Szybko przekręciłam korek,tak bym była usatysfakcjonowana z
temperatury wody. Po skończonej kąpieli,złapałam ręcznik i
delikatnie się wytarłam. Narzuciłam na siebie wcześniej
przygotowany komplet i stanęłam przed lustrem. Moją uwagę
przykuły moje włosy,które w tej chwili znajdowały się w
kompletnym nieładzie. Wyciągnęłam z mojej kosmetyczki szczotkę i
zaczęłam lekko rozczesywać włosy,by nie poczuć bólu.
Kiedy skończyłam,zabrałam się za kręcenie ich lokówką by
przywrócić je do normalnego stanu. Kiedy byłam już w pełni
zadowolona wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę mojego
laptopa. To dziwne że moja mama nie przyszła by na mnie nakrzyczeć
z powodu mojego zostania dzisiaj w domu. Lepiej dla mnie. Otworzyłam
laptopa i zaczęłam przeglądać różne portale
społecznościowe. Na facebooku wyświetliło mi się pewne
wydarzenie.''6 PAŹDZIERNIKA-KONCERT B26 ROSEWOOD''. Na mojej twarzy
od razu pojawił się uśmiech,jednak kiedy przypomniałam sobie o
surowych zasadach mojego ojca od razu zniknął. Przecież nie
pozwoli mi iść. Kurczę,to mój ulubiony zespół.
Spojrzałam na zegar,już 13. To niesamowite jak ten czas szybko
leci. Z rozczarowaniem odeszłam od biurka i rzuciłam się na łóżko.
Moje życie jest takie nudne.Wyszłam z pokoju i ruszyłam w kierunku
przedpokoju. Wsunęłam na nogi czarne trampki i wyszłam z domu.
Idąc wolnym krokiem przyglądałam się ludziom po drugiej stronie
ulicy. Niektórzy szli paczkami i śmiali się do siebie,a
niektórzy tak jak ja przyglądali się im myśląc ''Jak to
jest być szczęśliwym?''. Mój telefon wydał z siebie dźwięk
przychodzącego powiadomienia. Wyciągnęłam go z kieszeni i
ujrzałam ikonkę CN. Otworzyłam aplikację i zobaczyłam wiadomość
od niejakiej butterfly12 o treści ''Hej,czy zostaniesz moją
internetową przyjaciółką?''. Bez zastanowienia zgodziłam
się.